• Wpisów:6
  • Średnio co: 223 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:54
  • Licznik odwiedzin:1 948 / 1563 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
*Violetta*
Stojąc przed recepcją, nerwowo uderzałam paznokciami o biurko. Rozglądnęłam się wokół, aby sprawdzić, czy ktoś przechodzi obok. Westchnęłam, odwracając głowę. Nadal pusto. Usiadłam na skórzanej, brązowej kanapie, która w ogóle tutaj nie pasowała. Po kilkunastu minutach wciąż nikt się nie zjawiał. Zdenerwowałam się. Wstałam i powędrowałam do biurka. Walnęłam z całej siły dzwonek (nwm jak to nazywa się dokładnie), który rozpadł się na części. Wypuściłam nerwowo powietrze z ust. Podszedł do mnie mężczyzna z blond włosami. Na moje oko miał około dwudziestu siedmiu lat.
- Czy czegoś pani szuka? - zapytał obojętnie, siadając na krześle obrotowym.
- Miałam mieszkać ze współlokatorką pod apartamentem dwadzieścia osiem. Okazało się, że to jest facet, więc mógłby pan być tak miły i podać mi klucze do innego, wolnego pokoju? - zapytałam najsympatyczniej, jak tylko potrafiłam.
- Nie. - odpowiedział krótko. Westchnął. Wyłożył nogi na mebel, dokładnie przed moją twarzą i wypluł gumę do żucia w kąt. Na mojej twarzy zawitał grymas. - Wszędzie już pokoje są zajęte. - dodał, ziewając. Ujrzałam jego wstrętne, żółtawe zęby. Prychnęłam. Odeszłam, zarzucając włosy do tyłu.
- Mam mieszkać w takiej spelunie, z największym idiotą świata, świetnie. - burknęłam do siebie ze złością w głosie. Kiedy znajdowałam się pod drzwiami apartamentu, zapukałam. Znów otworzył mi on... - Mieszkam tu nie masz nic do gadania. - warknęłam, wchodząc do środka.
- W takim razie, maleńka, poznaj najważniejsze zasady tego mieszkania.. - zaczął. Kopnęłam jego koszulkę w kąt, robiąc miejsce na buty. - Masz nie wchodzić tam, tam, tam i tam. - wskazywał na drzwi po kolei. - Masz mi nie odpyskowywać. Traktujemy się jak powietrze, a łazienka od ósmej do dziesiątej jest zajęta. Kup własne jedzenie, a śpisz tam. - wskazał na dosyć zadbane drzwi. Weszłam do środka. Syf, brud, syf. Phi, mam mieszkać w takim czymś!? - O godzinie ósmej przychodzą do mnie dziewczyny, więc bądź tak miła i nie plątaj się po domu, a najbardziej do salonu i mojego pokoju. - dodał.
- Ja tutaj również mieszkam, więc trzymamy się pewnych zasad.. - zaczęłam. - Po pierwsze, nie nazywaj mnie maleńka, laluniu itp. Po drugie, sprzątnij te rzeczy, inaczej wylądują za oknem. Po trzecie, chciałabym w nocy spać, więc zamykaj drzwi. - zaczęłam wyliczać wszystko na palcach. - Umowa stoi? - zapytałam, wystawiając rękę w jego stronę. Przekręcił oczami, wzdychając. Uścisną ją. - I pierwszy punkt dla Castillo. - szepnęłam do siebie. W tym samym czasie odwróciliśmy się do siebie plecami, wycierając dłonie z grymasem.
***
Rano obudziłam się w dosyć dobrym humorze. Spojrzałam na zegarek. - Dziesiąta jeden, łazienka wolna. - uśmiechnęłam się do siebie. Przetarłam zmęczone oczy, leniwie się rozciągnęłam i wstałam. Pościeliłam łóżko, podchodząc do jednej z szafek. Wczoraj dobre kilka godzin spędziłam na sprzątaniu pokoju i rozpakowywaniu się, więc moje paznokcie były tragiczne. Westchnęłam. Zarzuciłam na siebie szlafrok, kierując się do łazienki. Ot tak weszłam do toalety, w której był brunet. - Twoja kolej zniknęła, więc wynocha. - odpowiedziałam, wskazując na drzwi.
- Seksownie wyglądasz w tym szlafroku. - odpowiedział, a ja przybrałam na twarzy typowy facepalm. To będzie kolejny debil na mojej liście idiotyzmu...
~~~
Hej. <3
Przepraszam, że rozdział z opóźnieniem, ale ciężki okres w życiu itp...
Rozdział 3 w waszych rękach. ^^ Trochę dziwny. ;// Przepraszam ;*
Kasiu, nie mów mi, że mam talent, bo doskonale wiem, że go nie posiadam. xd
Patrząc na plan lekcji, łapię się za głowę i mówię do samej samej siebie "dlaczego? byłam grzeczna"... Siedem lekcji - codziennie, wstawanie o 6.00 (do sql mam na 8), powrót o 14-16... Tragedia.
Więcej się nie rozpisuję.
Pozdrawiam
Martyna <3

Komentując wywołujesz na naszej twarzy uśmiech.
 

 
*Violetta*
Postanowiłam , że ucieknę z domu. Mam już tego wszystkiego dosyć!
Otworzyłam moją szafkę i wyciągnęłam z niej moją świnkę - skarbonkę. Rozbiłam skarbonkę w drobny mak. Wyciągnęłam z niej wszystkie moje pieniądze i schowałam do portfela. Wyjęłam jeszcze walizkę i spakowałam swoje rzeczy. Wziąłem telefon oraz laptop i żegnając się z moim okropnym życiem rodzinnym wyszłam przez okno z pokoju. Zadzwoniłam po taksówkę która szybko po mnie przyjechała. Mam zamiar zacząć nowe życie. Taksówka zabrała mnie w inną część miasta . Pojechałam do jakiegoś taniego hotelu.
Jednak musiałam mieszkać z współlokatorką.
'Znowu ktoś nie będzie dawał mi żyć.' -pomyślałam.
No ale cóż. Ciągnęłam walizkę w stronę windy.
Jestem ciekawa kto to będzie. Mam nadzieję , że będzie ona sympatyczną osobą. Numer pokoju 28. Szłam długim korytarzem aż w końcu doszłam do drzwi. Pokój był otwarty. Weszłam i zobaczyłam bałagan. Masakra! Ciuchy powalają się po podłodze ,jednak jedno mnie zaszokowało. MĘSKIE CIUCHY.
Przecież miałam mieć współlokatorkę. ! Pomyłka czy co ?!
Nagle usłyszałam męski głos. Przestraszyłam się bardzo.
-Kto to !? -krzyknęłam.
-Oo witaj!
-Aaaaa!!! -zaczęłam uderzać chłopaka moją torbą .
-Eej spokojnie! Ja nie gryzę! -zaczął się ze mnie śmiać.
-Co tu robisz? To jest mój pokój!
-No chyba nie laluniu... ogarnij się dobrze? Co tu robisz?!
-Myślałam , że będę tu mieszkać razem ze *współlokatorką* tak mi mówiono!
-Ahaa to chyba źle ci mówiono bo ja dziewczyną nie jestem co nie? -zaczął się ze mnie śmiać. Widział, że jestem przestraszona i to wykorzystywał. Co za podły typ!
-Może pójdziesz ze mną i wyjaśnimy tą pomyłkę? -zaproponowałam.
-Nawet dobry pomysł. Tylko oby to byłą pomyłka bo ja nie mam zamiaru z tobą mieszkać. -zatrzasnął drzwi od pokoju. Spływały mi łzy po policzku. Próbowałam je ukryć.
-Ja też nie mam zamiaru mieszkać z tobą! -krzyknęłam tak aby usłyszał. Zostawiłam swoje walizki i poszłam sama to wszystko wyjaśnić.
~~~
Witam !
Postanowiłam nareszcie dać znak życia na tym blogu !
Tutaj Kasia
Mam nadzieję , że rozdział wam się podobał
Dziękuję Martynie , że wyręczyła mnie z 1 rozdziałem którego nie potrafiłam napisać
KC <333 Jesteś cudowna masz talent ;*
Komentujcie !


 

 
*Violetta*
Budzi mnie mój nieznośny budzik. Błądzę ręką po szafce, w celu jego znalezienia. Kiedy czuję go pod dłonią, uderzam w niego. Leniwie się przeciągam, ziewając. Spoglądam na zegarek. Wskazuje szóstą czterdzieści pięć.
- Mam tylko piętnaście minut! - krzyczę do siebie. Wstaję i kieruję do łazienki. Idę pod kabinę prysznicową i namydlam swoje ciało pomarańczowym żelem pod prysznic. Opłukuję ciało i wychodzę spod prysznica. Ciepłe stopy dotykają zimnych kafelków, co powoduje u mnie nieprzyjemne dreszcze. Owijam się zielonym ręcznikiem i podchodzę do umywalki. Robię resztę porannych czynności. Wychodzę z toalety i kieruję się do szafy, wybieram jeansy i szarą luźną bluzę z nadrukiem. Na stopy wsuwam tenisówki, a na plecy zarzucam czarny plecak. Wychodząc z pokoju, zabieram szczotkę i rozczesuję włosy. Gotowa pobiegłam do kuchni. Biorę jedno zielone jabłko i wybiegam z domu. Idę na przystanek, nerwowo przegryzając owoc.
***
Kiedy już jestem przed budynkiem szkoły, biorę głęboki wdech. Idę przed siebie ze spuszczoną głową. Nagle słyszę obelgi ze strony Vanessy, przyjaciółki Francesci. Głośno wzdycham.
- Bluzeczkę kupiłaś na wyprzedaży? - pyta ze sztucznym uśmiechem. Ignoruję ją i przyśpieszam krok. Nie może mnie dogonić, gdyż w piętnastu centymetrowych szpilkach dosyć ciężko się biega. Przekraczam próg, a stamtąd dostrzegam mojego kolegę, Tylera. Gdy mnie zauważa, uśmiecha się promiennie, co odwzajemniam. Podchodzę do niego.
- Cześć. - witam się.
- Hej.. - mówi niechętnie. Naszą rozmowę przerwał dzwonek, rozchodzący się po całym budynku. Wypuszczam nerwowo powietrze z ust i kieruję się do sali od biologii. Słyszę jeszcze kilka niemiłych szeptów na mój temat, ale to ignoruję. Kiedy nauczycielka otwiera klasę, zajmuję miejsce w ostatniej ławce.
***
Lunch.
Nienawidzę tej pory dnia. Zajmuję miejsce w kolejce, biorę tackę i co pewien czas dokładałam coś do jedzenia. Tym razem była to sałatka, sok i pomarańcza. Zajmuję miejsce w jednym ze stolików na szarym końcu. Powoli spożywając posiłek, oglądam wszystko wokół. Gdy w moich oczach odbija się Vanessa, spuszczam głowę, zasłaniając swoją twarz kosmykami włosów. Nagle poczułam coś zimnego pod bluzą. Jęknęłam z zimna. Odwróciłam się, a moim oczom ukazuje się sylwetka Brada, najbardziej denerwującego chłopaka w szkole. Spiorunowałam go wzrokiem, a gdy się odwróciłam, dostałam swoją sałatką w twarz od własnej siostry. Samotna łza spływa po moim policzku. Uciekłam stamtąd. Miałam przed sobą jeszcze pięć lekcji, więc postanowiłam to zignorować. Uciekłam ze szkoły.
***
Siedzę w salonie, przeglądając różne programy na telewizorze. Nagle dosiadają się do mnie rodzice.
- Violu, musimy porozmawiać. - odzywa się mama. Nie odzywam się, tylko głośno wzdycham. - Bo my musimy stąd wyjechać. - szepcze, zaciskając usta w prostą linię. Przymykam oczy i biorę głęboki wdech. Próbuję się uspokoić.
- Z jakiego powodu? - pytam, próbując zachować spokój.
- Twoja siostra podpisuję ważny kontrakt płytowy. - oznajmia tata.
- I zawsze na pierwszym miejscu Francesca... Dlaczego mi to robicie? Co jak tam będzie gorzej, niż tu? - pytam, wycierając łzy. Jednak wciąż próbuję nie wybuchać emocjami.
- Będziesz chodzić do prywatnej szkoły. Zobaczysz, będzie dobrze. - wsparł mamę. Oboje jednocześnie wychodzą i zostawiają mnie samą. Wybucham płaczem. Zawsze udają dobrych rodziców, tylko gdy chodzi o Francescę.
~~~
Hej i przepraszam za taką masakrę! ;x
Miała pisać Kasia, ale jakoś wyszło, że piszę ja .
Jeśli są jakieś błędy to z góry przepraszam, ale już nie mam siły nic pisać. xd
Palce mi od tego wszystkiego spuchły
Oceniajcie.
~ Martyna ♥

 

 
Gdybyś miał jeden strzał lub szansę by zdobyć to czego pragniesz, w jednej chwili wykorzystałbyś ją czy po prostu pozwolił jej się wyślizgnąć?
***

Violetta Castillo, dziewczyna głównie znana ze swojego zainteresowania nauką. Uczennica prestiżowej szkoły "Moonverse" w Nowym Jorku, szara myszka, cicha, spokojna i wytrwała. Ludzie nie zwracają na nią uwagi. Nie ma przyjaciół, ani osoby, z którą może rozmawiać "na luzie". Rodzice nie interesują się nią, jedynie jej siostrą, niejaką Francescą Castillo. Młoda gwiazda popu, która może mieć każdego chłopka zawsze była tą ważniejszą córką. Mimo iż są bliźniaczkami, są całkowicie inne. Każda ma swój świat, a jednak łączy ich jedna, najważniejsza rzecz - rodzina.
***

Leon Verdas, wybuchowy chłopak znany ze swojej arogancji. Wódź elity w "Prywatnej Szkole Imienia George'a Washington'a w Miami". Bezczelny, chamski i pyskaty. Każdy w szkole się go boi, co daje mu satysfakcję. Ma przyjaciół, ale z większością przyjaźni się dla zabawy. Rodzice zawsze go rozpieszczali, ale boi się być przy nich "sobą". Nie ma rodzeństwa.
***
Hej ;3
Z tej strony Martyna ;d
Z prologu nie jestem zbyt zadowolona, ale ten był najlepszy od reszty ;D
Pierwszy rozdział pisze Kasia <3
Pozdrawiam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hello ! <3
Martyna z bloga : http://leonettaloveleonetta.pinger.pl postanowiła zrobić coś dziwnego.. Mianowicie bloga z opkami wraz z...

UWAGA!
O WERBEL PROSZĘ!

Z Kasią z cudownego bloga : http://leonettaa.opka.pinger.pl/ <3
(Genialny blog ♥)
Za chwilę zajmiemy się wyglądem, nazwą i innymi . ;D
Liczymy, że spodoba Wam się opowiadanie, które będziemy pisać. ;3

Pozdrawiamy
Kasia & Martyna ♥

PS.
Łapcie gifa z Lu i Vilu ^^

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›